„Znowu kłócimy się o to samo”. Dlaczego w terapii par nie szukamy winnych?

Drodzy Państwo,

Zazwyczaj zaczyna się od drobnostki. Niewyrzucone śmieci, zapomniana rocznica, ton głosu przy śniadaniu, zbyt długa praca przed komputerem. Jedno rzucone w pośpiechu zdanie staje się iskrą, która odpala doskonale znany ładunek wybuchowy. Zanim zdążą Państwo wziąć oddech, już jesteście w samym środku awantury. Argumenty zamieniają się w oskarżenia, padają słowa „ty zawsze” i „ty nigdy”. W końcu jedno z Was wybucha i wychodzi, trzaskając drzwiami, a drugie zamyka się w milczeniu, czując potężną falę samotności i żalu.

Kiedy emocje opadają, pojawia się wyczerpanie. I to powracające jak bumerang pytanie: Dlaczego znowu to zrobiliśmy? Dlaczego od lat kłócimy się o ten sam przysłowiowy brudny kubek w zlewie?

Kiedy pary w takim kryzysie trafiają do gabinetu Gabinetu, często przychodzą z ukrytą nadzieją: oczekują, że terapeuta wcieli się w rolę sędziego. Że wysłucha obu stron, przeanalizuje dowody, a następnie uderzy młotkiem w stół i ogłosi, kto ma rację, a kto ponosi winę za kryzys w związku. Jednak w psychoterapii nigdy nie szukamy winnych. Szukamy czegoś znacznie ważniejszego – zrozumienia układu sił, który sprawia, że oboje cierpicie.

Zasada góry lodowej: Kubek w zlewie nigdy nie jest tylko kubkiem

W podejściu systemowym wychodzimy z założenia, że konflikt o codzienne obowiązki czy sposób spędzania czasu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. To, co widać na powierzchni, to jedynie pretekst. Prawdziwa walka toczy się pod wodą i dotyczy naszych najgłębszych, niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych.

Zasada Góry Lodowej - Góra lodowa konfliktu w związku - terapia dla par

Kiedy partnerka irytuje się o niepozmywane naczynia, rzadko chodzi o sam fakt bałaganu. W języku jej układu nerwowego ten brudny kubek mówi: „On mnie nie szanuje. Moja praca nie ma dla niego znaczenia. Jestem z tym wszystkim sama, nie mogę na niego liczyć”. Kiedy partner reaguje na tę irytację wycofaniem i chłodem, rzadko chodzi o to, że nie chce mu się sprzątać. Jego układ nerwowy odczytuje ton głosu partnerki i tłumaczy go na: „Znowu ją zawiodłem. Cokolwiek zrobię, i tak będę niewystarczający. Muszę się odciąć, by przetrwać ten atak”.

Zamiast usłyszeć swój wzajemny lęk, słyszą Państwo tylko krytykę i chłód. W ten sposób uruchamia się błędne koło, które w terapii par nazywamy tańcem relacyjnym.

Taniec, który rani obie strony

Każda para w kryzysie ma swój unikalny, powtarzalny schemat reakcji. Najczęściej przyjmuje on formę tańca pościgu i ucieczki:

Schemat blokowy - jak działa błędne koło kłótni_ - taniec relacyjny - terapia par
  • Osoba goniąca (domagająca się): W sytuacji stresu lub poczucia oddalenia, jej układ nerwowy bije na alarm: „Tracę więź! Muszę natychmiast ją odzyskać!”. Próbuje więc nawiązać kontakt. Robi to jednak często poprzez krytykę, podniesiony głos lub pretensje, ponieważ za jej zachowaniem stoi potężny lęk przed porzuceniem i samotnością.
  • Osoba uciekająca (wycofująca się): W tej samej sytuacji jej układ nerwowy reaguje na podniesiony ton partnera jak na śmiertelne zagrożenie: „Jestem atakowany! Muszę się chronić!”. Wybiera więc milczenie, ucieczkę w pracę, fizyczne opuszczenie pomieszczenia lub odcięcie emocjonalne. Broni się przed zalaniem cudzymi emocjami i lękiem przed byciem ocenionym jako „niewystarczający”.

Im bardziej jedna osoba ucieka, tym bardziej druga goni. Im bardziej druga goni, tym pierwsza mocniej się zamyka. Koło się zamyka. Kto tu jest winny? W ujęciu systemowym – nikt. Winny jest sam schemat, sam „taniec”, który przejął kontrolę nad Waszą relacją.

Walizki z przeszłości, czyli zderzenie dwóch systemów

Dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej? Ponieważ wchodząc w związek, nie jesteśmy czystą kartą. Zgodnie z naszą metodą IPSK (Interwencyjna Psychoterapia Systemowo-Kulturowa), patrzymy na parę jak na zderzenie dwóch potężnych światów.

Wnoszą Państwo do relacji „walizki” spakowane przez Wasze rodziny generacyjne oraz kulturę, w której dorastaliście:

  • Jeśli w Państwa domu rodzinnym konflikty rozwiązywało się krzykiem, podniesiony głos partnera wywoła natychmiastową reakcję ucieczkową lub kontratak.
  • Jeśli w dzieciństwie doświadczyli Państwo tzw. „cichych dni” ze strony rodziców (karania milczeniem), wycofanie się partnera w trakcie kłótni obudzi w Was najgłębszy, paraliżujący lęk przed odrzuceniem i sprowokuje do desperackiej próby nawiązania kontaktu.
  • Nie bez znaczenia są też skrypty kulturowe. Mężczyźni często uczeni byli tłumienia emocji i rozwiązywania problemów zadaniowo, podczas gdy kobiety socjalizowano do dbania o relacje i wyrażania troski, nierzadko kosztem własnych granic. Gdy te dwa skrypty się zderzają, pojawia się ogromne pole do nieporozumień.

Tworząc związek, nieświadomie odtwarzamy te zapisane głęboko w układzie nerwowym wzorce.

Terapia to nie sala sądowa – to przestrzeń bezpiecznego tłumaczenia

Dlatego właśnie w terapii par nie szukamy winnych. Gdyby terapeuta przyznał rację jednej ze stron, wzmocniłby tylko dynamikę ataku i obrony. Zamiast tego, terapeuta systemowy staje się tłumaczem.

Tabela porównawcza - terapia jako tłumacz - terapia par

Rolą terapeuty jest zwolnienie tempa Waszej kłótni w bezpiecznych warunkach gabinetu. Zatrzymujemy ten destrukcyjny taniec klatka po klatce i zaglądamy pod powierzchnię:

  • Pomagamy osobie „goniącej” wyrazić swój lęk przed utratą bliskości w sposób, który nie brzmi jak oskarżenie.
  • Pomagamy osobie „uciekającej” opowiedzieć o swoim poczuciu bycia przytłoczonym i niewystarczającym w sposób, który nie jest raniącym odrzuceniem partnera.

Uczymy Państwa nowego języka. Zamiast mówić: „Ty znowu mnie ignorujesz, nic cię nie obchodzę”, uczymy się mówić: „Kiedy wychodzisz z pokoju w trakcie rozmowy, czuję się bardzo samotny i boję się, że przestaję być dla ciebie ważny”. Zamiast mówić: „Z tobą nie da się wytrzymać, ciągle się czepiasz”, uczymy się komunikować: „Twój podniesiony głos sprawia, że czuję się atakowany. Zamrażam się i nie potrafię wtedy z tobą rozmawiać, choć bardzo chcę”.

Odzyskać sprawczość we dwoje

Kryzys w związku i powtarzające się, bolesne kłótnie nie oznaczają, że przestaliście się kochać, ani że Wasza relacja jest skazana na porażkę. Najczęściej oznaczają po prostu, że wyczerpały się Wasze dotychczasowe strategie radzenia sobie z napięciem. Stare mapy przestały działać na nowym terytorium.

Psychoterapia par to bezpieczna, empatyczna przestrzeń, w której przyglądamy się tej mapie. Nie oceniamy Państwa potknięć. Wspólnie pracujemy nad tym, by rozpoznać destrukcyjny schemat i zacząć świadomie współpracować przeciwko niemu – już nie jako dwójka przeciwników na ringu, ale jako jeden zespół mierzący się ze wspólnym problemem. Jeśli czują Państwo, że utknęli w martwym punkcie, zapraszamy. Czasami najtrudniejszy krok – prośba o wsparcie osoby z zewnątrz – staje się tym najbardziej przełomowym.