Drodzy Państwo,
Bardzo często, gdy pacjent po raz pierwszy łączy się z nami na sesji online, jego pierwsze słowa wcale nie dotyczą samego problemu. Pierwsze zdania brzmią często jak przeprosiny:
„Właściwie to nie wiem, czy powinienem tu być”.
„Zabieram czas komuś, kto na pewno potrzebuje go bardziej”.
„Inni mają prawdziwe dramaty, a ja po prostu jakoś sobie nie radzę”.

Być może Państwo również znają ten moment. Trzymają Państwo telefon w dłoni (u nas jest też możliwość przez formularz z kalendarzem), by umówić wizytę, ale w głowie od razu uruchamia się wewnętrzny krytyk. Zaczynamy licytować się na cierpienie. Porównujemy nasz ból z historiami innych ludzi i ostatecznie odkładamy słuchawkę z poczuciem, że po prostu „przesadzamy”.
Dlaczego tak bardzo umniejszamy własne trudności? Przyglądamy się temu zjawisku przez pryzmat kultury, systemów rodzinnych i biologii naszego układu nerwowego.
Pułapka pierwsza: „Inni mają gorzej” i kultura unieważniania
W naszym kręgu kulturowym (zwłaszcza w Polsce, z jej specyficzną, trudną historią) przez pokolenia uczono nas, że narzekanie na „drobnostki” jest oznaką słabości. Wielu z nas dorastało w domach, gdzie słyszało się komunikaty:
- „Nie płacz, nic się nie stało.”
- „Ludzie na wojnie mają gorzej.”
- „Masz co jeść, masz dach nad głową, zdrowie dopisuje – o co ci chodzi?”
W ten sposób od najmłodszych lat nasz układ nerwowy uczył się, że nasze uczucia – smutek, lęk, wypalenie – nie są uprawomocnione, dopóki nie wydarzy się jakaś obiektywna, krwawa tragedia.
Wpadamy w pułapkę wdzięczności, która staje się formą autoagresji. Przekonujemy samych siebie, że skoro nie przeżyliśmy skrajnej biedy czy wielkiej traumy, to nasze ataki paniki, poczucie pustki czy kryzys w związku są po prostu fanaberią. Tłumimy ból, odcinając się od własnego ciała.
Pułapka druga: „Inni mają lepiej” i poczucie bycia zepsutym
Drugą stroną tego samego medalu jest porównywanie się do tych, którzy pozornie świetnie radzą sobie z życiem. Żyjemy w epoce mediów społecznościowych i kreowania idealnego wizerunku. Widzimy naszych znajomych, którzy z uśmiechem godzą wymagającą pracę, rodzicielstwo i samorozwój.
Co pojawia się w naszej głowie, gdy zestawimy ich z naszym porannym problemem ze wstaniem z łóżka?
- „Skoro oni dają radę, a ja w tych samych warunkach nie, to znaczy, że jestem po prostu leniwy.”
- „Wszyscy jakoś żyją, tylko ja mam problem ze zwykłą codziennością. Coś jest ze mną nie tak.”
To porównanie rodzi potężny wstyd. Wstyd ten sprawia, że ukrywamy nasze problemy z obawy przed oceną, uważając, że nie zasługujemy na pomoc – bo przecież „powinniśmy” sobie poradzić.
Twój układ nerwowy nie zna skali ocen
Jednym z najważniejszych momentów w psychoterapii jest zrozumienie pewnego faktu z zakresu psychobiologii: Twój układ nerwowy nie czyta statystyk. Nie ogląda wiadomości i nie porównuje się z sąsiadami.

Układ nerwowy nie ocenia Twojego bólu na skali od 1 do 10, by sprawdzić, czy masz prawo czuć się źle. Zna tylko dwa stany: pojemność (radzę sobie z napięciem) oraz przeciążenie (bodźców jest za dużo i system przestaje funkcjonować).
W nowoczesnym podejściu do traumy i stresu (reprezentowanym m.in. przez dr. Gabora Maté) definiujemy traumę nie jako to, co Ci się przydarzyło, ale jako to, co wydarzyło się wewnątrz Ciebie w wyniku tej sytuacji.
Zdarzenie, które dla kogoś innego będzie drobnym stresem (np. krytyczna uwaga szefa), dla osoby z określonym skryptem z dzieciństwa może być bodźcem paraliżującym, wywołującym atak lęku lub odcięcie od emocji (dysocjację). I ta reakcja jest w 100% biologicznie uzasadniona.
Kiedy problem jest „wystarczająco ważny”? (Test własnych granic)
Wielu pacjentów pyta, gdzie leży granica, po przekroczeniu której „wypada” pójść do specjalisty. Unikamy sztywnych diagnoz jako jedynego wyznacznika. Jeśli zastanawiają się Państwo, czy to już czas, warto spojrzeć na poniższe zestawienie:
| Sytuacja | Co mówi nam kultura (Głos krytyka) | Co mówi psychologia (Rzeczywistość) |
| Przewlekłe zmęczenie i brak radości | „Każdy jest czasem zmęczony, weź się w garść.” | Ciało komunikuje przeciążenie. Zatrzymanie się teraz zapobiega głębokiej depresji. |
| Trudności w relacji, kłótnie o drobnostki | „Inni mają prawdziwe dramaty, bicia i zdrady. Wy tylko marudzicie.” | Niewyrażone potrzeby niszczą bliskość. Terapia pomaga uratować związek przed rozpadem. |
| Poczucie zagubienia, chaos w głowie | „Nie wiesz, czego chcesz w głowie ci się przewraca z dobrobytu.” | Utrata tożsamości to bolesny stan, często wynikający z życia pod dyktando innych. Terapia pomaga odzyskać siebie. |
| Ciągły stres i napięcie w ciele | „Taki mamy klimat, wszyscy żyją w stresie.” | Przewlekły stres niszczy zdrowie somatyczne. Masz prawo nauczyć się odpuszczać. |
Złota zasada: Problem jest wystarczająco ważny do terapii w momencie, w którym zaczyna przeszkadzać Ci w swobodnym, autentycznym życiu, zabiera radość i powoduje Twoje cierpienie. Tylko tyle i aż tyle.

Nie zabierasz nikomu miejsca
W Gabinecie, jako terapeuci, traktujemy ból całkowicie subiektywnie. Nie licytujemy się na to, czyja historia jest cięższa, a czyje dzieciństwo trudniejsze. Rozpacz po utracie pracy jest tak samo ważna, jak lęk przed nowym środowiskiem, a praca nad stawianiem granic zasługuje na taką samą uwagę jak przepracowywanie głębokich traum.
Psychoterapia nie jest szpitalnym oddziałem ratunkowym, gdzie przyjmuje się tylko najcięższe przypadki, a inni muszą czekać na korytarzu. Jest to przestrzeń dbania o higienę psychiczną, do której każdy ma równe prawo.
Przychodząc na terapię z „drobnym” – w Państwa ocenie – problemem, dokonują Państwo czegoś pięknego: dbają o siebie na wczesnym etapie, zanim ten problem urośnie do rozmiarów, które całkowicie zdezorganizują Wasze życie. To akt najwyższej odpowiedzialności za samego siebie.
Jeśli wciąż wahają się Państwo, czy Wasze trudności zasługują na uwagę specjalisty – zapewniamy, że tak. W Gabinecie czeka na Państwa przestrzeń wolna od ocen, porównań i licytowania się na cierpienie.




